No cóż w wstępie należałoby się mi przedstawić. Więc jestem Miłosz i w następnych linijkach przeprowadzę was przez świat który zresztą na pewno znacie lecz nowy punkt widzenia zawsze niesie ze sobą korzyści. No więc zaczynając od początku.

Jak zazwyczaj bywa najciężej znaleźć w takim opowiadaniu temat. Owszem naprawdę ciężko, nie można przecież czytelnikowi wpajać głupot o których najpewniej czytać drogi czytelnik nie chce. Temat związany z MGS -no… na pewno tematów mamy wiele. Wiele, no cóż niektóre zapewne się wyczerpały. Istnieją przecież pisma branżowe które namiętnie publikują jakiekolwiek informacje, dotyczące gier w takim nakładzie iż na pewno kiedy zacznę jakiś temat, będąc w drugiej jego linijce, zorientuję się iż podobny już gdzieś czytałem. Nie będzie dla mnie nawet to aż tak straszne gdyż pochwalę siebie wtedy iż owy artykuł pamiętam i zacznę pisać od nowa. Jednak patrząc na całą tą sprawę z tematami, tak przed chwilą pomyślałem sobie jaki mógłbym omówić. Otóż świat MGS przedstawiany moimi słowami

No więc pokrótce, dla tych którym tytuł nic nie mówi, jak miał, i wyglądać powinien, Metal Gear Solid z perspektywy mnie jako osobnika wybitnie młodego – czyli pojmowanie MGS w jeszcze banalny sposób. No więc rozpocznijmy.

Zaczynając od samego początku pamiętam kiedy pierwszy raz zobaczyłem MGS jako reklamę w telewizji francuskiej, która puszczała reklamę telewizji japońskiej (w razie gdyby czytelnik nie zrozumiał zaleca się przeczytanie ostatnich dwóch Wyrazów, w celu ponownego zapoznania się z fabułą). Było to szczytne wydarzenie w mym życiu gdyż to pierwszy raz zacząłem używać określenia „ziewacze” na przechadzających się tu i ówdzie strażników. No, pomyślałem, teraz to będzie. Oprócz tego iż wtedy słysząc te chrumknięcia które jak się później dowiedziałem były językiem japońskim, zrozumiałem nawet znaczną część tego co było prezentowane. Jednak zależy jak na to spojrzeć bo jeśli można uznać zrozumienie gry w sensie w którym MGS opisujesz jako grę gdzie jest ciemno, gdzie się strzela do ziewaczy, gdzie można kręcić karki (jak byłem w tym wieku kiedy to oglądałem najprawdopodobniej tak to nazywałem – lub podobnie głupio), gdzie można wejść do ciężarówki i sobie kucnąć a następnie popukać, a jakiś pan zaraz przybiegnie, i pojawi mu się wieeelki, jak na tamte czasy to był wielki, znak zapytania nad głową. Taki więc (najprawdopodobniej czasami zmieniają mi się wersje) był mój początek. Czas leciał i Metal ewoluował, znak zapytania troszkę zmniejszono, muzyka uległa zmianie ale ciągle kręcić karki można było.

W końcu dostałem pierwsze demodisc z Metalem, łooo, co się w domu działo. Właściwie to nic bo dom opustoszał z mojego nieletniego nakazu. No więc zaczynając, widząc łódź podwodną zrobiłem łohohohoo, to oni do pracy nie mają czym inny jeździć ? Ale spoko jak ktoś chce to nawet może łodzią podwodną, aleee żeby w torpedzie, takiego dojazdy jeszcze nie widziałem, i raczej nie planuje alleee, widzę że skuteczny bo ten pan w środku dotarł. Myślę sobie dobra teraz coś a’la rambo, pan wyskakuje łapie za M60 i robi grób, nic jednak mylnego pan na początku miał tylko ręce za które mógł się złapać. Po rozmowie z kimś kto przedstawiał się jako pułkownik co dowodzi tą misją, dowiedziałem się że pan co miał tylko ręce nazywał się Snake. No tak potem czekałem chyba z jakieś 14 minut aż nie zadzwonił Campbell i nie powiedział mi że muszę się przeczołgać pod rurą – jak na tamten czas to byłem strasznie zawiedziony że z tej rury nie wypadnie jakiś Stinger i nie będzie można postrzelać do ziewaczy. No cóż pierwsza myśl moja była odnośnie radaru. Zastanawiałem się o co w tym chodzi. Potem zrozumiałem że pole widzenia ziewaczy to nie pole miłości i braterstwa tylko dead zone i tak się to u mnie przyjęło (do dziś mówimy : „uważaj na dedzołna”). Następnie zrozumiałem że Snake mimo swej niezwykłości (niezwykły telefon, niezwykły strój roboczy, niezwykłe „dedzołny” współpracowników, niezwykły dojazd do pracy) po wodą oddychać nie potrafi i ciężko mi się zrobiło bo mogłem pogodzić się z brakiem możliwości latania, ale oddychać pod wodą Snake mógłby a nawet powinien, ewentualnie po niej chodzić. Jako jeszcze nieobyty w tej sprawie zrozumiałem że Snake pięknie wskakuje do wody gdy mamy alarm, a ziewacze w tym momencie już go gubią. Bawiłem się tak dłuższą chwilę, aż w końcu naszła mnie myśl co by posunąć fabułę dalej. No więc właziłem do tej windy i nic się nie działo, po 40 razie (to chyba tyle było) zrozumiałem że tak jak na filmiku którymś trzeba przemknąć do windy niezauważonym. No w końcu się dostałem. Co prawda rationsy ominąłem, ale nieważne. Potem jak obejrzałem filmik z HINDem to zrozumiałem (albo tak mi się wydawało że będę z nim walczył) że tak w dokach to pewnie coś ominąłem i zaczynałem grę tyle razy od początku aż dymówkami końcu postanowiłem obejrzeć wszystkie demodiscki z filmikami i demówkami MGS’a. No więc uzbrojony w informacje że z HIND’em nie będę walczył wybrałem się bawić na śnieg z ziewaczami, a Ci łazili za mymi odciskami stóp. Zabawa była przednia i razem z kumplem stwierdziliśmy że takich jaj jeszcze nie było. Potem nastąpił kryzys bo nie wiedzieliśmy gdzie stąd wyleźć.. Wtedy to zaczęło się masterowanie swego skilla w metalu, i powstawać zaczęły pierwsze przejściówki na czas. Potem z braku pomysłów zaczęliśmy szukać jakichś nowych rozrywek, co sprowadziło nas do czołgania się po całej planszy na czas kto pierwszy dojdzie do ustalonego punktu (przyznam się prawie zawsze przegrywałem) W końcu tym oto sposobem doczołgałem się do kanału wentylacyjnego gdzie dalej już wiedziałem co mam robić bo filmik widziałem. Z następnymi lokacjami nie miałem problemu zbytniego – filmik – aż filmie końcu doszło do walki z Revolver Ocelotem i wtedy naszła mnie refleksja że Metal jest grą wybitną, wtedy składająca się w całość fabuła poraziła mnie i już nie żartowałem z Metala (poza doczepianiem C4 do pleców ziewaczy). Potem już same superlatywy a może skończę na dzisiaj bo już mnie oczy bolą.

Miłosz