12 kwietnia 1961 roku, w ścisłej tajemnicy przed całym światem, z Bajkonuru wystartowała rakieta R7. W owym czasie był to najniezwyklejszy pocisk na całej Ziemi. Na jego szczycie, wewnątrz kabiny Vostok, znajdował się człowiek. Był on pierwszym z ludzi, którzy mieli wznieść się na orbitę.
ZSRR przygotowywało swój projekt w absolutnej tajemnicy, najprawdopodobniej dlatego, by w razie niepowodzeń całą sprawę szybko i łatwo zatuszować. Możliwością istnienia takich 'nieujawnionych’ katastrof zajmę się później.
Była godzina 9:07 czasu moskiewskiego. Amerykanie, tak pewni, że to Alan Shephard poleci jako pierwszy człowiek w kosmos, wciąż spali w swoich łóżkach.
Wyścig w kosmos rozpoczął się w 1957 roku. Wtedy to właśnie Rosjanie ogłosili, że z okazji Międzynarodowego Roku Geofizycznego, umieszczą swoją satelitę na orbicie. Nikt nie potraktował tego poważnie. Był to, jak się później okazało, duży błąd.
Werhner von Braun, jeden z „pozyskanych” przez Trzecią Rzeszę naukowców, pracował już wtedy dla USA. On i jego zespół odebrali groźbę Rosjan prawdopodobnie najpoważniej w całych Stanach. W tamtym czasie przyswajano amerykańskim oficerom i naukowcom wiedze dotyczącą techniki rakietowej. Głównym tego powodem, był fakt, iż ówczesne mocarstwa nie kwapiły się, by wydać pozwolenia na budowę przez byłych nazistów, nowych rakiet. Po 5 latach przetransportowano von Brauna i cały jego zespół do arsenału Redstone w Alabamie. W latach 50-56 powstała tam właśnie rakieta Redstone. Zaledwie kilka lat później całe USA uwierzyło w to, że ów pocisk (a raczej jego nowsza wersja) wyniesie pierwszego człowieka w kosmos.
Co ciekawe, podczas gdy niemal wszelka informacja o powstaniu Redstone, udostępniona zostaje społeczeństwu, proces tworzenia rakiety SS-6 pozostawał wciąż tajemnicą. Wiadomo było jedynie, iż ZSRR, podobnie jak USA, zdołało zwerbować część niemieckich inżynierów i natychmiast rozpoczęło swój własny program rakietowy. Dało to republice radzieckiej przewagę, którą Stany Zjednoczone zdołały nadrobić dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.
Co do samej rakiety, znane są jedynie jej specyfikacje techniczne i fakt, że jej tworzeniu przewodniczył Siergiej Kolorew. Jawne są też nazwiska innych osób odpowiedzialnych za projekt, ale na potrzeby tego artykułu nie ma sensu ich wymieniać. Ważne jest natomiast to, iż SS-6 dopuszczono do prób jeszcze przed Redstone. Stany Zjednoczone pragnęły, by ich satelita znalazł się na orbicie dzięki tej, własnej konstrukcji, rakiecie, a nie czemuś, co zostałoby stworzone przez poniemieckich inżynierów. Dlatego też odbywały się próby z rakietą Vanguard. Okazały się one jednak totalną porażką. Rakiety jedna po drugiej wybuchały, nie odrywając się od płyty startowej, nie były w stanie wznieść się w powietrze.

Tymczasem Rosjanom udaje się pomyślnie wystrzelić Sputnika. Próba wysłania amerykańskiego Explorera kończy się totalnym fiaskiem i wystawia USA na pośmiewisko całego świata. Dopiero wtedy prezydent Eisenhower decyduje się zezwolić von Braunowi na rozpoczęcie prac nad rakietą Juno-1 (miała być ona zmodyfikowaną wersją Redstone). Jak się okazuje, Juno wprowadza Explorera na orbitę. W trakcie jego zadania, odkryte zostają
„Pasy van Allena”, co jest pierwszym, „kosmicznym” odkryciem. Pomimo tego zdarzenia, Rosjanie znajdowali się już o kilka kroków dalej.

Niewiele później, w przestrzeni kosmicznej znalazł się Sputnik 2, z suką Łajką na pokładzie. Próba ta udowodniła, że żywe istoty są w stanie przeżyć tego typu lot, oczywiście pod warunkiem, by ktoś zadbał o ich bezpieczny powrót. W przypadku Sputnika 2, tego nie uczyniono. Łajka udusiła się dwutlenkiem węgla, a następnie spłonęła w atmosferze. Jej „następcami” były psy, Biełka i Striełka, którym pomyślnie udało się powrócić na Ziemię.
ZSRR wciąż trzymało wszelkie swoje próby w głębokiej tajemnicy, tak, iż nawet loty szpiegowskich samolotów U2, nie były w stanie ujawnić choćby cząstki tego, co dzieje się na Bajkonurze. USA tymczasem informowało o wszystkim społeczeństwo, co niejako przyczyniło się do początkowych niepowodzeń mocarstwa w tym kosmicznym wyścigu. Wybierając „siódemkę” programu Merkury, zdołano po części przekonać naród, że to właśnie Amerykanin będzie pierwszym człowiekiem, który poleci w kosmos. Miał nim zostać Alan Shephard. Co ciekawe, gdyby Amerykanie nie zdecydowali się na jeszcze jeden test z małpą, byliby w tym wyścigu pierwsi, choć ich lot byłby wtedy suborbitalny, a więc krótszy.
12 kwietnia 1961 roku, gdy całe USA wciąż spało, Juri Gagarin zobaczył Ziemię z przestrzeni kosmicznej. Okrążył planetę jeden raz, w czasie godziny i czterdziestu ośmiu minut. Wylądował pośród niczego nie spodziewających się chłopów, nic dotychczas nie wiedzących na temat lotów kosmicznych.

Pierwszy komentarz rzecznika NASA brzmiał: „Jeśli chcesz wiedzieć co teraz zrobimy, to będziemy spać dalej!”. 12 Kwietnia był dniem chwały ZSRR i śmiechu dochodzącego z USA. Komunizm zdawał się górować nad kapitalizmem. Było tak aż do roku 1968, do momentu lotu Apollo 8 – pierwszego statku, który nie uległ wpływowi ziemskiej grawitacji.