Wszystko zaczęło się 25. kwietnia 1986 roku. Personel rozpoczął przygotowania do testu w reaktorze czwartym, polegającego na zmniejszeniu mocy reaktora, zablokowaniu dopływu pary do turbin, a na końcu zmierzenia czasu ich pracy po odcięciu zasilania parowego. Bezpośrednią przyczyną podjęcia testu były zmiany, które nie zostały wcześniej uwzględnione, a ich skutkiem mogło być to, że systemy kontrolujące byłyby przez 20 sekund pozbawione zasilania (agregaty prądotwórcze rozgrzewały się dopiero po 40 sekundach, a turbiny po utracie zasilania dostarczać mogły moc tylko przez 20 sekund). Zamiast dokonać wymiany agregatów postanowiono przerobić turbiny tak, aby mogły dostarczać energię przez dłuższy okres czasu. Jednakże nie przetestowano tego procesu wcześniej, ani nie przeprowadzono jakiejkolwiek symulacji (łamiąc tym samym szereg przepisów dotyczących eksploatacji reaktorów), co postanowiono zrekompensować wyznaczając na 26. kwietnia datę testu. Test przeprowadzony powinien być jeszcze przed oddaniem reaktora do użytku. Dokładniej mówiąc, próba polegać miała na sprawdzeniu tego, jak długo w sytuacji awaryjnej, po zaprzestaniu napędzania turbin generatorów parą z reaktora, energia kinetyczna ich ruchu obrotowego produkuje wystarczającą ilość energii elektrycznej dla potrzeb awaryjnego sterowania reaktorem. Czas ten potrzebny jest by uruchomić system awaryjnego zasilania elektrycznego sterowania reaktorem – mały generator elektryczny napędzany przez silnik spalinowy. Dla przeprowadzenia eksperymentu niezbędne było zasymulowanie całej sytuacji awaryjnej. W ramach przygotowań do testu technicy wyłączyli niektóre z systemów kontroli pracy reaktora, min. system automatycznego wyłączania reaktora w razie awarii. Wyłączenie systemu było koniecznym dla sprawnego przeprowadzenia testu. Reaktory pracujące w czarnobylskiej elektrowni, były reaktorami typu RBMK-1000, które cechowały się, przy niewielkiej mocy, niestabilnością i każdy symulowany wzrost ilości wytwarzanej pary mógł spowodować zwiększanie ilości wytwarzanej przez reaktor energii. Wzrost energii powoduje wzrost wytwarzania pary, co w konsekwencji przyczynia się do dalszego zwiększenia liczby energii wytwarzanej przez reaktor. Efektem jest niekontrolowany skok mocy reaktora.

26. kwietnia 1986, o godzinie pierwszej w nocy, eksperyment rozpoczął się. Po odcięciu turbin od reaktora nastąpił wzrost ciśnienia pary w reaktorze, co spowodowało wzrost mocy, a w efekcie i temperatury rdzenia. To z kolei wywołało utlenienie wyściółek kanałowych i kontakt wody z rozpalonym moderatorem grafitowym. W międzyczasie reaktor został odetkany, w związku z czym do hali przedostała się mieszanina tlenu oraz wodoru, powodując eksplozję. Jeden z pracowników starał się włączyć system alarmowy, ale nie udało mu się. Nastąpiły dwa wybuchy: pierwszy uszkodził ochronę radiacyjną, drugi zniszczył cały budynek oraz wywołał trwający 9 dni pożar. Po pierwszej eksplozji chmura radioaktywnego pyłu, podsycana pożarem, w którym spalany moderator uzupełniał płonącą substancje o radioaktywne cząsteczki, przemieściła się w kierunku miasta Prypeć. Gaszenie płonącego grafitu było niezwykle trudne. Potrzebne było 9 dni i kilka tysięcy ton piasku, boru, dolomitu, gliny i ołowiu, zrzucanych ze śmigłowców Mi26, zanim zdołano ugasić pożar. Pod wpływem żaru wydzielanego z reaktora, zrzucane materiały stapiały się razem i wytworzyły zwartą masę, nazywaną później płytą grobową. Jak się później okazało, ołów zastosowany przy gaszeniu reaktora, pod postacią oparów wyrządził olbrzymie szkody osobom gaszącym reaktor.

Kiedy wreszcie zakończono pomyślnie zrzucanie ładunków, nastąpił poważny kryzys. Reaktor zbudowany był w ten sposób, że pod jego podstawą, grubą na metr warstwą betonu, znajdował się zbiornik wody chłodzącej. Gdyby rozżarzona lawa przedostała się do zbiorników, mógłby nastąpić wybuch kilkaset razy silniejszy (o przypuszczalnej sile 3-5 Megaton), powodując jeszcze większe skażenie Europy. Ponieważ prawdopodobieństwo takiego zdarzenia szacowano na 10-15%, przedsięwzięto akcję zapobiegawczą. Ściągnięto setki wozów strażackich i beczkowozów do wypompowania wody, lecz mimo dramatycznej akcji wciąż pozostawało w zbiorniku kilka hektolitrów cieczy. Trójka inżynierów zgłosiła się na ochotników i ciemnymi, wąskimi korytarzami dotarła do zbiornika (brodząc po pas w skażonej wodzie), by otworzyć dwa zawory główne. 28. kwietnia, dwa dni po katastrofie, o godz. 7 rano, stacja monitoringu radiacyjnego w Mikołajkach zarejestrowała aktywność w powietrzu izotopów promieniotwórczych ponad pół miliona razy większą, niż ma to miejsce zazwyczaj.

Prypeć

Miasto założono 4. lutego 1970 roku, jako osadę dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Dzień po incydencie nastąpiła decyzja o ewakuacji miasta. Początkowo rozporządzenie to było czasowe, w praktyce wyszło nieco inaczej. Mieszkańcom dano czas na opuszczenie terenu do godziny 16.30. Później okazało się, że milicja podczas przeszukiwania miasta znalazła 20 ukrywających się osób. Wkrótce dla poszkodowanych wybudowano nową osadę, Sławatycz.

Prypeć w dalszym ciągu wygląda tak jak przed dwudziestoma laty. Nadal natknąć się można na porozrzucane w pośpiechu tu i ówdzie rzeczy; dostrzec oznaki przygotowań do święta pracy, które nigdy nie zostało przez mieszkańców miasta uczczone. Naukowcy zakładają, że tereny Czarnobyla nadawać się będą do zamieszkania za około 900 lat! Mimo wszystko, promieniowanie nie powstrzymało rabusiów przed regularnym plądrowaniem miasta. Jednakże czyn taki, dokonany bez urządzenia do mierzenia poziomu promieniowania (dozymetru), mógł (i prawdopodobnie był) brzemienny w skutkach. Obecnie miasto stanowi atrakcję (!) turystyczną.