Recenzja ta powstała z chęci zaprezentowania własnego punktu widzenia na temat kontrowersyjnego dzieła Hideo Kojimy rodzącego się przez 3 lata na zlecenie KONAMI – japońskiego potentata w dziedzinie rozrywki elektronicznej. Jako gracz żywo interesujący się rynkiem gier komputerowych od lat 13, nie mogę przejść obojętnie obok serii METAL GEAR, której korzenie sięgają jeszcze ery konsol 8-bitowych, gdy zlepki pikseli drażniły wyobraźnie, a fabuła była głównym powodem poświęcania wolnego czasu na meczenie pada. Tak to właśnie zakręcona intryga, emocjonująca rozgrywka, zaskakujecie momenty, charakterystyczni bosowie i intrygujący finał stanowiły powody, dla których określenie tej pozycji mianem kultowej nie było na wyrost. Szczególnie serca graczy rozpaliła ostatnia cześć przygód S.Snakea na PSX, gdzie motyw skradankowo-zaskakujacy zadecydowali o niesamowitym powodzeniu tego tytułu. Teraz prawie 2 miesiące po europejskiej premierze MGS 2:SOL pokusiłem się o ocenę tego produktu, który zakupiło już ponad 4 miliony graczy. Budzi on mieszane reakcje. To dobrze, bo jeśli podoba się wszystkim to jest nijaki, dla nikogo. Czytając zachodnie magazyny konsolowe, recki na necie ( nie biorąc pod uwagę opinii HIVa ) dzieło ponad 70 osób pod dowództwem Hideo Kojimy wydaje się bez wad. Jednak skończenie tej pozycji powoduje, ze na płycie DVD pojawia się kilka rys, które mogą stanowić wyzwanie dla nie najlepszego czytnika czarnuli. Ponadto pamiętając poprzednie części, a zwłaszcza Snake z nieodłączną paczka popków i bagażem ciężkich doświadczeń poprzednich misji, czuje pewna emocjonalna pustkę wiedząc, ze przez 70% gry jest on postacią niegrywalną. Czas przejść do konkretów. Jako, ze krytykować jest łatwo zacznę od argumentów przemawiających za tym, ze 3 lata pracy skośnookich zaklinaczy kodu zero-jedynkowego były czasem straconym, poświeconym na pierdzenie w drewniane krzesełka. To co zawsze zachwycało, zwłaszcza w MGS na PSXa to scenariusz stosunkowo zagmatwany, ale zasysający całkowicie z mocnym finałem. Momenty zapadające w pamięci jak śmierć Sniper Wolf czy walka z Psycho Mantisem, tajemniczy wirus FOX DIE stanowiły elementy układanki, która poprawnie złożona tworzyła mieszankę wybuchową. W założeniach Hideo Kojimy MGS 2:SOL miał być dziełem doskonalszym. Niestety dosłowne powielanie schematów będące pretekstem do stworzenia poligonu doświadczalnego dla Raidena jest cienki argumentem niczym gorący kubek zalany zimna kranowa. Tak Raidena, tego białowłosego, zniewieściałego typka mającego za zadanie popychać fabule przez około 10 godzin szpilania. Co prawda trudno identyfikujemy się z taka postacią, ale o to właśnie chodziło twórcom, aby wielkiego Snake pokazać z nieco innej perspektywy, nadać mu bardziej ludzki wymiar. Odniosłem wrażenie, ze powrót naszego komandosa w następnej części będzie głównym powodem jej zakup. I tutaj zbliżam się do sedna sprawy, a mianowicie komercji przemysłu gier komputerowych. Nie bez kozery na początku textu wspomniałem o Konami. Ten gigant w przemyśle komputerowym jest zdolny skłonić Kojime, aby przez następne lata, eksploatował swojego pupilka powielając fabule, udoskonalając grafikę, wprowadzając jałowych bossów. Tak główni przeciwnicy Raidena to tragicznie śmieszni frajerzy jak Vamp czyli pseudo-tancerz flamenco, ufarbowana Murzynka przeświadczona o swoich mocach nadprzyrodzonych czy Fatman na rolkach, z którego wyśmiewali się szkolni koledzy. Jedyny wyjątek stanowi Revolver Ocelot, który jest jeszcze bardziej chamski i perfidny niż ostatnio. Kolejny zarzut to filmowość Metal Geara. Fakt, dużo scenek przerywnikowych popychających akcje do przodu z czasem robi się nieco nużąca, ale niektóre jak desant rosyjskich najemników na tankowiec, przejecie Metal Reya, starcie Vampa z członkami oddziału antyterrorystycznego robi duże wrażenie i pokazuje, ze nadużywanie przycisku przewijania na padzie jest wielkim błędem. Może tylko brak możliwości zmiany kata ustawienia kamery nieco zniechęca do oglądania w nieskończoność generowanych przez PS2 filmików. Z kolei prowadzenie licznych dialogów przez Codec powoduje siadanie tempa akcji, aczkolwiek podłożenie głosów zostało wykonane perfekcyjnie. Duże znaczenie odgrywa wybór arsenału, za pomocą którego będziemy uśmiercać naszych wirtualnych przeciwników. Do takich wniosków doszli zapewne twórcy i dzięki temu możemy korzystać od pistoletów z tłumikiem po wyrzutnie rakiet i granatów. Jedyne zastrzeżenie to możliwość czasowej eliminacji strażników za pomocą naboi usypiających, co powoduje ze rozgrywka staje się mniej ekscytująca i drażni nieco schematycznością po dojściu do wprawy w posługiwaniu się tym efektywnym narzędziem. Są to najbardziej dostrzegalne minusy tej pozycji. Jednak, aby przeszło 4 miliony graczy nie czuło się urażonych, musze przyznać ze znalezienie argumentów za uznaniem MGS 2 za dzieło niemal wybitne nie wiąże się z przeciążeniem szarej substancji komórkowej odpowiedzialnej za generowanie myśli konstruktywnych. Grafika zachwyca, textury dobrane wyśmienicie, ale w drugiej części obejmującej Big Shell razi ich powtarzalność wywołując mdłości. Dźwięk bliski rzeczywistości, muzyka hollywoodzkiego kompozytora daje rade. Animacja Snake, Raidena i wszystkich postaci bardzo realna i płynna. Przeznaczenie 30% mocy konsoli na AI przeciwników rzuca się w oczy, rzadko ich zachowanie wydaje się sztuczne i prymitywne. A w powiązaniu z dużą interakcja z otoczeniem np. niszczenie oświetlenia, rozwalanie wielu przedmiotów, chowanie ciał żołnierzy do szafek, kichanie po dłuższym przebywaniu w deszczu, wykorzystywanie kartonów niczym uliczny żul jako tymczasowego schronienia daje poczucie prawie pełnego uczestnictwa w misji Snake i Raidena. Wreszcie zabawa w zbieranie blach z danymi strażników i uzyskiwanie w ten sposób licznych gadgetów przedłuża doskonale czas rozgrywki i motywuje do doskonalenia swoich umiejętności w trybie zaskocz i odstrzel „jaja” tzn. głowę przeciwnikowi. Czas na wnioski, które praktycznie nasuwają się same. MGS 2:SOL to gra dobra, z doskonałym opakowaniem wizualno-dźwiekowym, duża dawka grywalności, naciąganym scenariuszem, kiepskimi czytaj mało charyzmatycznymi bossami i mnóstwem motywów z poprzedniej części. Za dużo wad na arcydzieło, ale w sam raz aby sprzedać kilka milionów kopii tej gry. Kupujcie, jeśli jesteście fanami serii Metal Gear. Jeżeli dysponujecie małą ilością szmalczyku wybierzcie GTA 3 wartego swojej ceny, ew. poczekajcie na następną cześć przygód Snake, które to w pocie czoła tworzą japońscy czarodzieje na zlecenie Konami pod kryptonimem Metal Gear Substance. Na zakończenie pamiętajmy jednak, ze MGS zapisał się już w historii gier komputerowych jak szpil kultowy, z kolei MGS 2 to przykład jak trudno poprawić cos co jest prawie doskonale.

Podsumowanie: grafika – 9 dźwięk – 9 grywalnośc – 8 ogólnie – 8,5
Plusy: niesamowita grafika, zachwycający dźwięk, Revolver Ovcelot i eksplodujące głowy, możliwość 3 godzin sterowania Snakem
Minusy: brazylijski scenariusz, odsmażony kotlet, 10 godzin obcowania z Raidenem, 3 lata nerwowego oczekiwania w złudnym przeświadczeniu o nadejściu przełomu w branży elektronicznej