Teoria odstraszania

W czasie Zimnej Wojny polityka odstraszania stała się kluczowym elementem relacji międzynarodowych. Podatność na atak ze strony Sowietów oraz potrzeba obrony, wyznaczały kierunek zbrojnych działań drugiej połowy zeszłego stulecia. Stając dziś naprzeciw problemu olbrzymich pokładów głowic nuklearnych, będących pozostałością po epoce pełnej napięć, musimy zapytać siebie, czym w ogóle było odstraszanie?

Doktryna odstraszania ma swoje początki w epoce rządów Kennedy’ego i Kubańskim Kryzysie Rakietowym, kiedy to świat stanął na krawędzi wojny nuklearnej. Sam Kennedy dobitnie potwierdził, iż w wypadku, gdy nuklearny atak ze strony ZSRR dosięgnie granic Stanów Zjednoczonych, USA nie będzie wahało się przed natychmiastową odpowiedzią wymierzoną w Związek Radziecki. Teoria odstraszania wywodzi się z pragmatycznego poglądu, wedle którego bezkonfliktowe rozbrojenie przeciwnika jest niemożliwe. Stanowisko takie było efektem równowagi na poziomie nuklearnego arsenału pomiędzy Związkiem Radzieckim, a Stanami Zjednoczonymi. Strategia odstraszania opierała się na prostych zasadach, według których należało stworzyć arsenał broni równy, bądź przewyższający możliwości zbrojne wszystkich innych międzynarodowych graczy. Miało to na celu odstraszenie tych, którzy zdecydowaliby się na nuklearny atak. Zabezpieczenie przed atakiem strony broniącej się polegało na doprowadzeniu do odpowiedzi w postaci kontrataku nuklearnego. Państwo takie osiągało de facto fazę second strike, a więc możliwość przeprowadzenia natychmiastowego ataku w przypadku nagłego rozpoczęcia wojny. Nuklearne odstraszanie wciąż pozostaje naturalnie jedynie na etapie teorii, jako iż jego udowodnienie staje się niemożliwe bez faktycznego rozpoczęcia działań nuklearnych. Fakt ten stał się kluczowym argumentem na rzecz zwolenników tejże teorii.

Słuszne są zatem spekulacje, jakoby broń atomowa stanowiła nie tyle zagrożenie, co środek politycznych przepychanek. Po pierwsze: kraje będące członkami elitarnego grona posiadaczy głowic nuklearnych wzmacniają swą pozycję na arenie międzynarodowej, stają się zauważane i pragną być traktowane jak równorzędni partnerzy. Po drugie: arsenał jądrowy odgrywa niemałą rolę ideologiczną w krajowej polityce, zwłaszcza w państwach totalitarnych, demonstrując tym samym siłę także w kierunku środowisk opozycyjnych. Stąd obawy Sokolova dotyczące wywołania nowej wojny światowej mogą być poddane w wątpliwość, jeżeli założymy racjonalne działania strony posiadającej broń nuklearną. Należy przecież brać pod uwagę możliwość nagłego kontrataku ze strony ofiar. Częścią teorii odstraszania jest idea Mutual Assured Destruction (Wzajemne Zagwarantowane Zniszczenie, w skrócie MAD – z języka angielskiego szalony), zapewniająca natychmiastowe zniszczenie obydwu stron. Fundament doktryny zakłada, że żadna z nich nie odważy się na podjęcie ataku ze strachu przed własną anihilacją, gdyż użycie broni nuklearnej spotkałoby się z natychmiastowym odwetem. Idea prowadzić ma więc do względnego pokoju. Używając języka ekonomicznego, powiedzielibyśmy, że w wojnie nastąpił wynik zerowy. Nie widzimy jednakże czynnika zmiennego. O ile sama broń w rękach polityków mogła nie stanowić zbytniego zagrożenia, tak ograniczając się wyłącznie do tego spojrzenia nie jesteśmy w stanie zauważyć roli, jaką mogliby potencjalnie odegrać szaleńcy lub terroryści. Idea zaś zakłada, iż przywódcy państw będą kierowali się dobrem społecznym własnego kraju lub czystą logiką. Jest to jednocześnie najsłabszy punkt koncepcji. Staje się to zrozumiałe, jeżeli spojrzy się na kontekst epoki Zimnej Wojny. W latach 60-tych, mało które państwo mogło pozwolić sobie na posiadanie bomby atomowej, a sam terroryzm był o wiele późniejszym wynalazkiem. Do których z tych grup można zakwalifikować Volgina? Sokolov nie miał wątpliwości – widział w nim szaleńca. Taktyka Thunderbolta wymyka się jednak prostym schematom. Jego strategia nie miała na celu wkroczenia w kolejną fazę wyścigu zbrojeń, zakładała jego zniesienie poprzez wprowadzenie nowego stanu, w którym to arsenał przeciwnika staje się bezużyteczny w konfrontacji z nową bronią. Volginowi zdecydowanie bliżej do współczesnej koncepcji zniechęcania, polegającej na zaprzestaniu jakichkolwiek form zbrojenia się, jako iż konkurencja nie przyniesie zamierzonych efektów, zaś przeciwnik i tak będzie o krok do przodu. Sekretarz Stanu USA, Donald Rumsfeld, w taki oto sposób określił tę taktykę: Musimy stworzyć nowe aktywa, których samo posiadanie zniechęciłoby przeciwników do podejmowania konkurencji. Na przykład rozmieszczenie skutecznych środków obrony rakietowej mogłoby zniechęcić innych do wydatkowania środków na pozyskanie rakiet balistycznych, ponieważ rakiety balistyczne nie zapewnią im pożądanych rezultatów: nie dadzą władzy wynikającej z trzymania w szachu miast USA i państw sojuszniczych za pomocą szantażu nuklearnego.

Krytycy teorii odstraszania przytaczają wiele wspomnianych wcześniej kontrargumentów. Odstraszanie zawodzi w przypadku błędu technicznego, działań szaleńców, terrorystów lub ideologicznych motywów przeciwnika. Przytacza się także powody psychologiczne oraz finansowe. Utrzymywanie olbrzymich pokładów broni nuklearnych kosztuje, a obywatele państw dysponujących tego typu orężem żyją w ciągłym strachu. Przy nuklearnym parytecie stron konfliktu nie sposób zapewnić bezpieczeństwa. Ciągłe działania w ramach odstraszania prowadzą do niekontrolowanego wzrostu arsenału atomowego, co w konsekwencji przybliża nas do momentu, w którym ryzyko nuklearnej wojny staje się większe niż kiedykolwiek. W XXI wieku stajemy przed podobnymi problemami. Rozbrojenie nuklearne i traktaty o nieproliferacji zdają się nie mieć większego znaczenia wobec narastających zagrożeń ze strony państw terrorystycznych. Kraje jak Korea Północna oraz Iran nie zważając na ostrzeżenia i już teraz wchodzą w posiadanie głowic nuklearnych. Prowadzi to do przekonania, że koncepcja odstraszania wciąż pozostaje aktualna. Różnica między Zimną Wojną a czasem obecnym polega na doborze środków odstraszania. Państwa stawiają na taktykę ochronną w postaci systemów obrony rakietowej lub działań wyprzedzających. Ten drugi środek określa się terminem wojny prewencyjnej. Zakłada ona atak na państwa terrorystyczne na podstawie dowodów mówiących o możliwości podjęcia ataku przez przeciwnika. Nie zmienia to faktu, że nuklearne odstraszanie wciąż wchodzi jednak w grę, zaś likwidacja arsenału nuklearnego zdaje się być pozbawiona sensu, skoro na posiadanie broni atomowej może pozwolić sobie coraz większa liczba krajów.

Idea odstraszania będzie fundamentalnym przesłaniem towarzyszącym najnowszej części serii. W Metal Gear Solid: Peace Walker stajemy przed zupełnie nowym środkiem odstraszania. Opiera się on na spełnieniu założenia first strike, a więc prewencyjnym uderzeniu skierowanym w atomowy potencjał przeciwnika, pozbawiającym możliwości odwetu. O ile strategia odstraszania miała na celu nie używanie broni atomowej, tak teraz spotkamy się z zagadnieniem bliskim pre-emptive action. Zasadniczym problemem staje się więc kwestia pokoju. Jeżeli może on być zagwarantowany i utrzymany za pomocą broni, kluczowym pytaniem staje się to, czym tak w ogóle jest pokój? Czy może to być stan pozbawiony środków masowego zniszczenia? A może jest to jedynie stadium wynikające ze strachu przed siłą wroga? Na to pytanie Hideo Kojima będzie starał się odpowiedzieć wraz z kolejną odsłoną sagi.

 

[Napisał Saladin01, do czytelności doprowadził Hal]